Izba Reprezentantów jednogłośnie przyjęła 13 maja rezolucję wzywającą prezydenta Trumpa do podjęcia działań na rzecz uwolnienia pięciu chińskich więźniów sumienia podczas jego wizyty w Pekinie, gdzie przebywał od środy do piątku.
Wśród osób wskazanych w rezolucji znaleźli się: pastor Jin Mingri, pastor Gao Quanfu i jego żona Pang Yu, dr Gulshan Abbas oraz Jimmy Lai.
Kościół Syjonu pod presją władz
Jak podkreślił w rozmowie z PAP Bill Drexel z think tanku Hudson Institute, Kościół Syjonu – wspólnota, którą opiekował się Mingri – nie angażował się politycznie ani nie krytykował chińskiego rządu. Tym bardziej symptomatyczne jest, że władze zdecydowały się uwięzić jego przedstawiciela.
Zdaniem eksperta sprawa wykracza poza kwestie wolności religijnej. Jak zaznaczył, państwa próbujące kontrolować sumienia obywateli mają również tendencję do agresywnych działań w innych sferach życia.
Drexel prowadził badania m.in. w zamieszkanym przez represjonowanych Ujgurów Sinciangu, jednym z najbardziej inwigilowanych regionów Chin. Prywatnie jest także zięciem pastora Mingriego.
Więźniowie religijni i polityczni
Ekspert zauważył, że – w przeciwieństwie do Mingriego, aresztowanego w październiku ubiegłego roku za „działalność chrześcijańską” – pozostali zatrzymani byli zaangażowani również politycznie.
Według federalnej Komisji Stanów Zjednoczonych ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej (USCIRF), dr Gulshan Abbas została zatrzymana prawdopodobnie w odwecie za działalność swojej siostry przeciwko represjom wobec Ujgurów – muzułmańskiej mniejszości etnicznej zamieszkującej północno-zachodnie Chiny.
Z kolei Jimmy Lai, przedsiębiorca z Hongkongu skazany na 20 lat więzienia, znany jest z działalności prodemokratycznej.
– Mingri i Kościół Syjonu chcą jedynie czcić Boga niezależnie od państwa. Uwięzienie pastora pokazuje, że rządząca Komunistyczna Partia Chin coraz szybciej zmierza w kierunku totalitaryzmu – ocenił Drexel.
Dlaczego Pekin obawia się religii?
Zdaniem eksperta represje wobec chrześcijan wynikają przede wszystkim z tego, że chińskie władze nie akceptują żadnego autorytetu moralnego poza państwem.
– Wiara religijna stawia autorytet moralny ponad państwem – zauważył rozmówca PAP.
„Głosowanie nogami”
Represje wobec chrześcijan mają również związek z umacnianiem władzy przez przywódcę ChRL Xi Jinpinga. W takiej atmosferze – podkreślił Drexel – każda niezależna wspólnota społeczna czy protestancka staje się podejrzana.
Mimo to wielu Chińczyków wybiera niezależne wspólnoty protestanckie. Jak zaznaczył ekspert, konspiracyjne kościoły odwiedza więcej wiernych niż świątynie sankcjonowane przez państwo.
Kontrola nad Kościołem katolickim
Chińskie władze od dekad próbują podporządkować sobie również wspólnoty katolickie. Od lat 80. realizowana jest polityka zakładająca, że religia może istnieć wyłącznie pod ścisłą kontrolą państwa.
Już od 1957 r. działa Patriotyczne Stowarzyszenie Chińskich Katolików (PSCK), nadzorowane przez Komunistyczną Partię Chin. Organizacja zarządza oficjalnie zarejestrowanym kościołem państwowym.
Część katolików zeszła do podziemia, tworząc nielegalne wspólnoty konspiracyjne. Duchowni odmawiający złożenia przysięgi niezależności od papieża trafiali w przeszłości do więzień.
Według organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie w 2025 r. w Chinach wzrosła liczba zatrzymań duchownych i zakonników.
Sinolog: obraz sytuacji jest bardziej złożony
Dr Marek Tylkowski, sinolog i ekspert Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, zaapelował w rozmowie z PAP o ostrożność w ocenie sytuacji chrześcijan w Chinach.
Jego zdaniem amerykańskie media mogą częściowo wyolbrzymiać skalę represji ze względu na geopolityczną rywalizację USA z Chinami. Zastrzegł jednak, że represje wobec chrześcijan są faktem.
Jak podkreślił, obecna polityka KPCh polega raczej na kontrolowaniu i nadzorowaniu religii niż na całkowitym wykorzenieniu wiary, jak za czasów Mao Zedonga.
– Pojawia się pytanie, na ile wspólnoty chrześcijańskie są gotowe poddać się tej kontroli i na ile jest ona skuteczna lub dokuczliwa – zauważył Tylkowski.
Dodał, że mimo państwowego nadzoru w wielu kościołach nadal toczy się autentyczne życie religijne.
Prawo a rzeczywistość
– Chiny nie są państwem prawa w europejskim rozumieniu tego słowa. Tam z jednej strony mamy prawo, a z drugiej rzeczywistość, i one często się rozmijają – ocenił ekspert.
Jak wyjaśnił, legalne kościoły mogą budować świątynie, odprawiać nabożeństwa czy wydawać książki religijne. Sytuacja wspólnot zależy jednak w dużej mierze od postawy lokalnych władz.
– Nie jest ani tak dobrze, jak przedstawia to rząd chiński, ani tak tragicznie, jak pokazują to niektóre media zachodnie – podsumował Tylkowski.
Chrześcijaństwo w Chinach
W liczących 1,4 mld mieszkańców Chinach oficjalnie zarejestrowanych jest około 44 mln chrześcijan, w tym 6 mln katolików i 38 mln protestantów.
Po uwzględnieniu wspólnot podziemnych liczba chrześcijan może jednak sięgać nawet 160 mln – wynika z szacunków think tanku Foundation for Defense of Democracies. Prognozy wskazują, że do 2030 r. liczba chrześcijan w Chinach może wzrosnąć nawet do 247 mln.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.