Według sondażu INSA zleconego przez „Bild” Friedrich Merz uzyskał zaledwie 28,9 punktów (na 300) i spadł z 18. na 20. miejsce w rankingu popularności wśród niemieckich polityków. To najniższa pozycja w zestawieniu. Notowania Merza spadły szybciej niż notowania jego poprzednika, Olafa Scholza, w porównywalnym okresie.
Prof. Grosse, politolog, europeista z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreśla, że przede wszystkim załamała się gospodarka, która była oparta na tanich surowcach rosyjskich, dużym eksporcie i inwestycjach chińskich. „Ten model przekształcił się w hybrydę, która jest niekorzystna dla Niemców, a korzystna dla Chińczyków. Do tego polityka klimatyczna, którą Niemcy forsowali, stała się gigantycznym obciążeniem dla gospodarki” – słyszymy.
Szereg zaniedbań
Zdaniem naszego rozmówcy Niemcy czują, że żyje im się gorzej niż 10 czy 15 lat temu. „Oprócz kwestii ekonomicznych dochodzi czynnik słabnących usług i problemów życia codziennego. Jest coraz więcej sygnałów, że Niemcy są chore. Pociągi się spóźniają, jest brudniej, nikt nie dba o infrastrukturę, jest szereg zaniedbań w życiu codziennym. Inwestycje publiczne były zaniedbywane przez wiele lat. To uderza też w gospodarkę” - dodaje. Profesor podkreśla, że to wszystko nie napawa Niemców optymizmem.
„Do tego dochodzą ciosy polityczne, które wywracają establishment do góry nogami. To, na czym się opierali – kooperacja z Rosją, Chinami i USA – przyniosło im porażkę. Każdy z tych trzech kierunków okazał się ślepą uliczką” – zaznacza nasz rozmówca.
Czy wycofanie wojsk USA z Niemiec jest szokiem dla niemieckiej opinii publicznej?
„Społeczeństwo odbiera to dobrze, bo jest w większości antyamerykańskie, ale dla establishmentu to bardzo zimny prysznic. Trump mówi też o podwyższeniu ceł na samochody niemieckie. To jedno wielkie pasmo porażek geoekonomicznych, porażek w polityce handlowej, która była dla nich ważna. Niemcy nie mają recepty na siebie” – odpowiada politolog.
Straszak nie działa
„W Niemczech panuje też przekonanie, że sypie się Europa, że Unia Europejska, która była projektem strategicznym, opierającym się na współpracy z Francuzami i kontroli Europy Środkowej, się zacina. Z Francuzami mają ciągłe kłótnie. A Europa Środkowa coraz bardziej idzie swoją drogą. Nie tylko dlatego, że rozwija się dwa razy szybciej od Niemiec, ale także dlatego, że podejmuje samodzielne inicjatywy, takie jak chociażby inicjatywa Trójmorza czy działania infrastrukturalne, które są obok UE, poza kontrolą Niemców" - wylicza prof. Grosse.
Przyznaje jednak, że Niemcy odnieśli dwa sukcesy – "zainstalowali w Warszawie Tuska i w Budapeszcie Magyara".
"To taktyczny sukces, ale z punktu widzenia systemowego ta Europa Środkowa coraz bardziej się emancypuje. Niezależnie od rządów społeczeństwa nie chcą opierać wszystkiego na Niemcach. To sygnał, że ‘wagoniki’, kiedyś podczepione pod ‘lokomotywę niemiecko-francuską’, nie przejmują się szantażem, że ‘odczepimy was i pojedziemy sami’. Ten straszak nie działa. Te ‘wagoniki’ chcą radzić sobie same" – tłumaczy ekspert.
Sukces AfD to nie tylko kwestia imigrantów
Nastroje te odbijają się na sondażach poparcia i wzroście poparcia dla prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD).
„W niemieckiej tradycji zakorzenione jest przekonanie, że są w środku Europy. To z jednej strony szansa, ale z drugiej poczucie zagrożenia ze wszystkich stron. Niemcy mają ambiwalentne poczucie strategiczne. Teraz po raz kolejny – bo działo się to już kilka razy na przestrzeni wieków – mają poczucie, że są oblężoną twierdzą. Wszystko się sypie, znów przechodzą do głębokiej defensywy, mają wrażenie, że muszą bronić się na wielu frontach jednocześnie. Niemcy znowu czują, że tak się starają, a cały świat ich odtrąca. Stąd sukces AfD. Tu nie chodzi tylko o imigrantów. Chodzi o ten sentyment. AfD, na fali rozgoryczenia, poczucia bankructwa i stanu oblężonej twierdzy, sięga po radykałów” – podsumowuje nasz rozmówca.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.