Choć Jonas Vingegaard przystępował do wyścigu jako główny faworyt, był to dla niego debiut na włoskich trasach. Strategia Duńczyka była jednak mistrzowska – nie forsował tempa od samego początku. Różową koszulkę lidera przejął dopiero na 14. etapie, triumfując na podjeździe Pila w Dolinie Aosty. To tam pokazał swoją dominację, odnotowując trzecie etapowe zwycięstwo. Wcześniej przez dziewięć dni w roli lidera zaskakiwał wszystkich Portugalczyk Afonso Eulalio.
W ostatnim tygodniu wyścigu Vingegaard przypieczętował swój triumf, wygrywając kolejne dwa etapy. Decydujący cios zadał w sobotę w ośrodku narciarskim Piancavallo, po którym jego przewaga nad drugim w klasyfikacji generalnej Felixem Gallem (Decathlon CMA CGM) wzrosła do ponad pięciu minut. Trzecie miejsce zajął Australijczyk Jai Hindley (Red Bull-Bora-hansgrohe).
Ostatni, 21. etap w Rzymie miał charakter niemal towarzyski. Rozluźnieni kolarze na starcie częstowali się słodyczami i Prosecco, chętnie pozując do zdjęć. Sportowe emocje wróciły dopiero na finiszu, gdzie najszybszy okazał się Włoch Jonathan Milan (Lidl-Trek).
Dla Vingegaarda najważniejszy był jednak moment przekroczenia linii mety w otoczeniu kolegów z drużyny. Wzruszony Duńczyk rzucił się w ramiona rodziny. „Widząc ich na mecie, moje zwycięstwo jest jeszcze słodsze, łzy napływają mi do oczu” – powiedział po wyścigu.
Tym zwycięstwem Vingegaard dołączył do legend takich jak Bernard Hinault, Eddy Merckx, Alberto Contador czy Chris Froome. Po sukcesie w Giro, Duńczyk planuje regenerację w domu oraz przygotowania do Tour de France, gdzie czeka go wielki rewanż z Tadejem Pogacarem.
Polscy kibice w tej edycji Giro nie mieli swoich reprezentantów, jednak poziom wyścigu i historyczny wyczyn Vingegaarda z pewnością na długo zapadną w pamięć fanów kolarstwa na całym świecie.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.
Komentarze (0)