Prof. Legutko: w Polsce trwa zimna wojna domowa, której pierwszą ofiarą jest prawo

Prawo przestaje wyznaczać granice, a zaczyna realizować polityczne projekty – przekonuje w rozmowie z Newsmax Polska prof. Ryszard Legutko, filozof, tłumacz dzieł Platona i były minister edukacji. Wskazuje na rosnącą rolę siły zamiast norm prawnych oraz wpływ instytucji unijnych.

Źródło: Newsmax Polska

21.04.2026. 06:41

Prof. Legutko: w Polsce trwa zimna wojna domowa, której pierwszą ofiarą jest prawo

"Po obaleniu komunizmu oprzyrządowanie państwa, jakim jest prawo, zamiast nabierać płynności i stabilizacji, de facto nie istnieje. Nie można się na nim oprzeć. Panuje absolutna dowolność" – mówi wprost prof. Legutko, wskazując, że jego zdaniem system prawny w Polsce nie spełnia swojej podstawowej funkcji.

Przypomina, że czasie upadku komunizmu pojawiały się liczne analizy pokazujące wyższość systemu zachodniego nad komunistycznym. "Jednym z argumentów było to, że na Zachodzie prawo działa w sposób bezosobowy, ale per saldo działa skutecznie" – zauważa, przeciwstawiając to arbitralności władzy komunistycznej, która prowadziła do chaosu decyzyjnego.

Polityczne projekty i aktywizm prawniczy

Jednocześnie Ryszard Legutko zastrzega, że współcześnie prawo europejskie i szerzej zachodnie utraciło swój zdepersonalizowany charakter i zaczęło służyć konkretnym celom oraz grupom interesu.

"Prawo stało się instrumentem zmiany, a nie utrzymania porządku i granic" – podkreśla, wskazując na takie zjawiska jak polityka tożsamości, feminizm czy ruchy oparte o przynależność rasową w USA.

Zwraca przy tym uwagę, że obecnie prawo nie wyznacza już granic, lecz realizuje projekty polityczne.

„Sprawiedliwość jako zemsta” i osłabienie reakcji społecznej

W ocenie profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego do Polski dotarła także atmosfera, w której sprawiedliwość utożsamiana jest z zemstą. Podejście takie - jak podkreśla - prowadzi do akceptacji naruszeń prawa i osłabienia reakcji społecznej na działania instytucji państwowych.

"Ostatnio mieliśmy rzecz zupełnie niebywałą - próbę pominięcia prezydenta i powołania wybranych przez Sejm kandydatów na sędziów TK. Cała ta heca zasadzała się na manipulacji słowem 'wobec'. To absurd, że z prawem można robić takie rzeczy, a ludzie, którzy są uznani za wybitnych znawców prawa polskiego i nie tylko, jak profesor Andrzej Zoll i inni akceptują to. Oznacza to, że doszło do atrofii wrażliwości prawniczej. Jeżeli nie słyszymy żadnego głosu ze strony rady wydziału, rad naukowych, towarzystw językoznawczych itd., to znaczy, że być może u nich także nastąpiła atrofia wrażliwości prawnej i lingwistycznej, albo po prostu się boją" - wskazuje eurodeputowany i przewodniczący grupy EKR.

"Boją się, że próba jakiegokolwiek przeciwstawienia się bezprawiu skończy się dla nich źle. Można stać się obiektem niesłychanych bluzgów w sferze medialnej i nie każdy profesor chciałby to ryzykować. Znamy też w przeszłości przypadki profesorów prawa, którzy - jak Lech Morawski - po prostu zostali zaszczuci. Dosłownie. Z jednej strony paraliż, uwiąd, a z drugiej strach, bo ludzie podświadomie wyczuwają, że to jest wojna. A jeżeli jest wojna, to trzeba się trzymać z dala. Prawo, jak wiemy, nie lubi wojny. W czasie wojny prawo jest zwykle gwałcone. Tak jest też w przypadku tej zimnej wojny domowej, którą wywołał jeden człowiek i który ją cały czas prowadzi nie zamierzając w żaden sposób dążyć do zawieszenia broni, czy rozejmu. To będzie nadal trwać chyba, że nastąpi jakieś przesilenie. Nic jednak na to nie wskazuje" - ubolewa prof. Legutko.

Hobbes, stan natury i zewnętrzny suweren

Na pytanie, czy prawo jest w ogóle potrzebne dla funkcjonowania państwa, odpowiada twierdząco, wyjaśniając, że pełni ono funkcję podobną do zasad ruchu drogowego.

"Gdyby tego nie było, to oczywiście samochody dalej by mogły jeździć - ich silniki dalej by działały - ale nasz ruch drogowy byłby raczej chaotyczny. Prawo, konstytucja służy do tego, żeby ten ruch polityczny w państwie jakoś uporządkować - przede wszystkim wyznaczyć granice. Tej instytucji wolno to, ale czegoś innego już jej nie wolno" - wyjaśnia.

Zaznacza, że łamanie prawa prowadzi do sytuacji przypominającej stan natury, w którym decyduje siła. Odwołuje się przy tym do koncepcji Tomasza Hobbesa, wskazując, że w takim stanie ostatecznie pojawia się suweren narzucający reguły według własnej woli. Różnica z aktualnym stanem rzeczy w Polsce jest jednak - według Ryszarda Legutki - taka, że to nie demos, nie miejscowy suweren narzuca swoje prawa i reguły w miejsce bezprawia, lecz system władzy zewnętrznej - instytucje i elity unijne.

"Jesteśmy na gruncie niesłychanie grząskim, wszystko jest możliwe, a ci którzy chcą stworzyć nowy wspaniały świat mają w tej chwili władzę i robią co chcą i walczą z przeciwnikami przekonując wszystkich, że walka z nimi to jest właśnie prawo i sprawiedliwość" - podsumowuje filozof.

Pobierz aplikację Newsmax Polska: