GUS podał, że w ciągu roku ubyło 155 tys. Polaków. Ekspert: Dzietność to w dużej mierze kwestia kulturowa
"Kwestia dzietności to w dużej mierze kwestia kulturowa” – mówi w rozmowie z Newsmax Polska prof. Przemysław Śleszyński, geograf ludności z Polskiej Akademii Nauk. Według danych GUS na koniec I kwartału 2026 roku Polskę zamieszkiwało 37 281 tys. osób - to o 155 tysięcy mniej niż rok temu.
Naukowiec przypomina, że na zmianę liczby ludności w kraju wpływa kilka czynników: urodzenia, zgony, odpływ za granicę i napływ z zagranicy. Teraz cała dyskusja medialna skupia się w zasadzie na rekordach nadwyżki zgonów nad urodzeniami, natomiast całkowity ujemny bilans demograficzny nie jest niczym nowym dla Polski. Wcześniej był on powiązany z emigracją, tylko nie zawsze był należycie rejestrowany.
Polska krajem imigracyjnym
„Już w latach osiemdziesiątych mieliśmy okres, gdy Polacy masowo wyjeżdżali z Polski. Po stanie wojennym mogło wyjechać od 800 tys. do nawet ponad miliona Polaków, w tym co czwarta osoba z wykształceniem wyższym. Druga fala emigracji to exodus związany z wejściem Polski do Unii Europejskiej, kiedy w szczycie wyjazdów poza granicami kraju pozostawało co najmniej 2,6 mln osób” – przypomina prof. Przemysław Śleszyński, geograf ludności z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN oraz Komitetu Badań nad Migracjami PAN, ekspert ds. rozwoju regionalnego.
Prof. Śleszyński zaznacza, że duży wpływ na polską demografię ma migracja. „Pamiętajmy też, że po tej depopulacji na przełomie XX i XXI wieku od ok. 10 lat jesteśmy już krajem imigracyjnym netto. Więcej ludzi do Polski wjeżdża, niż wyjeżdża. To oczywiście Ukraińcy, ale nie tylko. Oficjalnie mamy 1 mln 300 tys. pracujących obcokrajowców. Niektórzy szacują, że to może być razem z niepracującymi, np. z matkami z dziećmi z Ukrainy nawet 3 miliony, co jednak wydaje się przesadzone. Warto pamiętać, że w tych danych GUS dotyczących bilansów ludności nie ma tzw. czasowych emigrantów z Polski i imigrantów do Polski, a których zamieszkanie ma od wielu lat charakter stały. To znacznie większe różnice, niż te podawane między urodzeniami żywymi a zgonami. Dlatego warto sięgnąć do innych danych GUS, opierających się na międzynarodowej definicji ludności, czyli tzw. rezydentów, według których dla ostatnich dostępnych danych w roku 2024 liczba ludności Polski zmniejszyła się z 36,621 mln do 36,497 mln., czyli o 124 tys. Proszę zwrócić uwagę, że jest to o około 1 mln mniej, niż podał GUS. To są dane bliższe prawdy, ale prawdopodobnie nadal nie uwzględniające wielu imigrantów zagranicznych. Dlatego uważam, że może być nawet tak, że Polska po okresie bezwzględnej depopulacji aktualnie nawet zyskuje ludnościowo i dźwiga się z dołka liczby ludności faktycznie na stałe mieszkającej w naszym kraju. Choć trudno przesądzić, czy aktualnie wysoka liczba imigrantów trwale utrzyma się, to jest założy rodziny, zakorzeni się” – słyszymy.
Zdaniem prof. Śleszyńskiego migracja do Polski nie zwolni. „Warto pamiętać, że jesteśmy rozpędzoną gospodarką, brakuje rąk do pracy, migracja będzie więc narastać. Już dziesięć lat temu przewidywałem, że w perspektywie jednego, dwóch pokoleń będzie brakowało od 2 do nawet 7 mln pracowników, którzy będą zastępowani obywatelami innych krajów i ten scenariusz spełnia się” – twierdzi.
Kluczowa grupa 25-35
Geograf podkreśla też, że sporo mówi się o tzw. współczynniku dzietności, ale dane GUS nie są w pełni precyzyjne. „Tu chodzi o matki, które są w rejestrach. Część z nich jest za granicą i prawdopodobnie ich dzieci w jakiejś części mogą być wliczane do urodzeń w krajach, w których mieszkają i skąd np. pochodzi partner. Kobiety są więc zameldowane w Polsce, a dzieci rejestrowane w innych krajach. Przez to faktyczny wskaźnik jest wyższy, choć nie są to duże różnice, które wywróciłyby nam wiedzę na ten temat do góry nogami. Natomiast bardzo mało osób zwraca uwagę na to, że wskaźnik dzietności zależy tak naprawdę nie od kobiet w wieku 15–49 lat, jak zgodnie z międzynarodową metodologią to się liczy na całym świecie, a od grupy kobiet o najwyższej dzietności, czyli w wieku 25–35 lat. Ta grupa fluktuuje w zależności od wyżów lub niżów demograficznych, które w naszym kraju są bardzo wyraźne i silnie wpływają na strukturę wieku w danym roku. Przykładowo w roku 2024 na 100 kobiet w wieku 40-44 lata urodziło się przeciętnie 7 dzieci, podczas gdy w grupie 25-29 lat było to 78 dzieci. Różnica jest więc ponad dziesięciokrotna. Ale kobiet w tym starszym wieku było prawie dwa razy więcej, a do współczynnika dzietności liczą się tak samo. Tak więc teraz mamy dołek i kobiet, które są w wieku, gdy rodzi się najwięcej dzieci, jest stosunkowo mało. Dlatego jeszcze przez pewien czas będziemy mieli najniższy poziom dzietności, jaki będziemy rejestrować. Za kilka lat, gdy zacznie rosnąć liczba kobiet w wieku 25-35 lat, w tym wskutek imigracji i pełnej legalizacji pobytu, uzyskania obywatelstwa itd., zacznie on prawdopodobnie także rosnąć” – tłumaczy.
„Warto pamiętać, że kwestia dzietności to w dużej mierze kwestia kulturowa. Czynniki ekonomiczne, poprawa warunków mieszkaniowych czy opieka państwa mogą w pewien sposób pomóc, ale kluczowa jest kwestia kulturowa czy cywilizacyjna, związana z tzw. drugim przejściem demograficznym, bogaceniem się społeczeństw i zmianami wzorców rodzinno-obyczajowych. Dostępne badania pokazują znaczenie tego ekonomicznego czynnika w Europie w wysokości co najwyżej 15, może 20 procent dla wzrostu dzietności, a to zdecydowanie za mało, aby utrzymać rodzimą populację, a tym bardziej jej strukturę wieku. Zmiany kulturowe związane z osłabieniem tradycyjnych wartości rodzinnych na rzecz większego indywidualizmu są najważniejsze ” – zaznacza nasz rozmówca.
Upadek średniej wielkości miast
Spadająca liczba Polaków będzie szczególnie odczuwalna w miastach średniej wielkości. Jak twierdzi prof. Śleszyński, te w ostatnich trzydziestu latach przestały być atrakcyjne dla osób migrujących wewnętrznie. Ludzie zamiast do Piły, Słupska czy Łomży znacznie częściej niż kiedyś migrują do największych miast tzw. wielkiej piątki – Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania i Gdańska – lub w mniejszej skali do pozostałych miast wojewódzkich.
„Niemal wszystkie średniej wielkości miasta, które po reformie samorządowej straciły status miasta wojewódzkiego, wyludniają się. Tu oczywiście pojawienie się imigrantów może zmienić sytuację, jednak jeśli w krótkim czasie 1/4 społeczeństwa Siedlec czy Zamościa będą stanowić imigranci, nawet z naszego kręgu kulturowego, z Europy Wschodniej, to może dojść do napięć społecznych i może to powodować szereg problemów. Niestety, nie ma nad tym niemal w ogóle dyskusji społecznej” – kończy prof. Przemysław Śleszyński.
Firmy pożyczkowe udzieliły w pierwszym kwartale tego roku ponad 4,5 miliona pożyczek o łącznej wartości 7,4 mld zł - wynika z najnowszego raportu Biura Informacji Kredytowej (BIK). Z kolei dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że równolegle pogorszyły się nastroje konsumentów.
Wiedeński Urząd ds. Rynku (Marktamt) przejął ponad 75 tys. jaj, które zostały nielegalnie sprowadzone z Ukrainy do Austrii. Towar, który nie posiadał żadnych oznaczeń, pieczątek ani dokumentacji o pochodzeniu, wywołał furię wśród austriackich rolników.
79. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes stał się sceną hołdu dla polskiej kinematografii. Irański reżyser Asghar Farhadi złożył głęboki ukłon w stronę twórczości Krzysztofa Kieślowskiego. Premiera filmu Farhadiego upłynęła jednak w cieniu smutnej wiadomości o śmierci Krzysztofa Piesiewicza.
Zakończyła się trzydniowa oficjalna wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Pekinie. Choć spotkanie z przywódcą Chin Xi Jinpingiem przebiegło w przyjaznej atmosferze, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich tonuje nastroje.
18 maja prezydent Karol Nawrocki spotka się z premier Włoch Giorgią Meloni. “Mogą rozmawiać o wydatkach wojskowych, które muszą zostać zwiększone (...) na wypadek gdyby doszło do zmniejszenia amerykańskiego wkładu” – powiedział dla Newsmax Polska Giuseppe Adamo z Instytutu Nowej Europy.
Niemiecka prokuratura postawiła pediatrze z Brandenburgii 130 zarzutów wykorzystywania seksualnego. Część zarzutów dotyczy gwałtów na dzieciach, które znajdowały się pod jego opieką.
Mateusz Morawiecki zapewnił w sobotę podczas spotkania w Starogardzie Gdańskim, że Prawo i Sprawiedliwość pozostaje zjednoczone przed nadchodzącymi wyborami i zamierza odzyskać utracony elektorat. Były premier zapowiedział również wspólne wystąpienie z Przemysławem Czarnkiem.
Ważący około tony, fragment rosyjskiej rakiety FREGAT, w sobotę ok. północy może ponownie wejść w atmosferę Ziemi lecz obiekt ten nie powinien przelatywać nad Polską - poinformowała Polska Agencja Kosmiczna (POLSA). Dodała, że może on znaleźć się nad innymi państwami Unii Europejskiej.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński ostro skrytykował rząd Donalda Tuska za politykę wobec Stanów Zjednoczonych i zarzucił mu osłabianie bezpieczeństwa Polski. Lider PiS odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych, komentując napięcia wokół obecności amerykańskich wojsk na wschodniej flance NATO.
Większość Polaków popiera wystąpienie do Stanów Zjednoczonych z wnioskiem o ekstradycję byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - wynika z najnowszego sondażu SW Research przeprowadzonego dla serwisu rp.pl.
Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek chce, aby rząd udzielił odpowiedzi na pytania dotyczące wojsk USA w Polsce. „Dość udawania, że nic się nie dzieje, prosimy o natychmiastowe odpowiedzi na pytanie, co będzie dalej z wojskami amerykańskimi” - podkreślił.
Straż Graniczna to nowoczesna służba XXI wieku, będąca jednym z fundamentów bezpieczeństwa i niepodległości naszej ojczyzny - podkreślił w sobotę prezydent Karol Nawrocki podczas Centralnych Obchodów Święta Straży Granicznej w Lublinie.
20 maja o 12.00 w Warszawie odbędzie się demonstracja Solidarności. Dołączenie do protestu zapowiedziała Młodzież Wszechpolska i Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.
Doradca prezydenta Barbara Socha poinformowała, że szczegółowe informacje w sprawie relokacji amerykańskich żołnierzy posiada Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.