Decyzja Holandii o zawróceniu transportów śruty sojowej z Argentyny i Brazylii może okazać się punktem zwrotnym w sporze o umowę UE–Mercosur. Według informacji przekazanych do unijnego systemu RASFF, w dostawach wykryto materiał zawierający odmianę GMO niedopuszczoną na rynku europejskim. Chodzi o odmianę HB4, szeroko stosowaną w Argentynie ze względu na odporność na suszę, ale niedopuszczoną do obrotu w Unii Europejskiej.
Holandia wywoła efekt domina?
Statki zostały zawrócone do Ameryki Południowej, a odbiorcami zakwestionowanych partii miały być firmy z Belgii, Niemiec, Czech, Francji, Włoch i Luksemburga. Argentyna kwestionuje metody badań zastosowane przez holenderskie służby, jednak sam incydent wywołał ogromne poruszenie w Europie.
W rozmowie z Newsmax Polska były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski stwierdził, że decyzja władz holenderskich może uruchomić efekt domina w innych państwach UE. Argentyńscy eksporterzy już obawiają się, że kolejne kraje zaczną dokładniej kontrolować importowane surowce rolne, co może utrudnić sprzedaż soi i śruty sojowej do Europy.
– „Mam nadzieję, że będzie to decyzja przełomowa” – powiedział były minister.
Jednocześnie zaznaczył, że chce wierzyć, iż działania Holandii wynikają rzeczywiście z troski o bezpieczeństwo żywności, a nie z politycznej gry gospodarczej.
– „Chcę wierzyć, że następuje zmiana w podejściu do bezpieczeństwa żywności, którą codziennie konsumują Europejczycy, a nie forma nacisku czy szantażu ze strony Holandii, by kraje Mercosur brały żywność z tego kraju” – powiedział.
Jak ocenił, państwa Ameryki Południowej w niewielkim stopniu są zainteresowane podstawowymi produktami rolnymi z Europy.
– „Bogatsza część społeczeństw chce produktów luksusowych – koniaków, oliwy, luksusowych serów, szynki parmeńskiej czy bajońskiej. Natomiast być może produktów z Holandii, które nie mają szczególnej renomy, po prostu nie chcą i właśnie z tego wynika akcja władz Niderlandów?” – dodał.
Były minister zwrócił również uwagę, że reakcja Brazylii i Argentyny była natychmiastowa i bardzo nerwowa.
– „Kwestionują zarówno metody badawcze Europy, jak i samo prawo do blokowania produktów z upraw modyfikowanych genetycznie” – podkreślił.
Jego zdaniem sprawa ma znaczenie symboliczne, ponieważ to pierwszy przypadek, gdy państwo UE zdecydowało się zawrócić transporty produktów rolnych z krajów Mercosur z powodu wykrycia niedozwolonych substancji.
Kolejny kryzys: mięso z Brazylii
Spór wokół soi zbiegł się z kolejnym problemem dotyczącym importu żywności z Ameryki Południowej. Unia Europejska planuje od września ograniczyć dostęp części brazylijskiej wołowiny do rynku UE po wykryciu nieprawidłowości związanych ze stosowaniem hormonów wzrostu.
Unijne audyty wykazały, że brazylijskie służby przez długi czas ignorowały zalecenia europejskich kontrolerów. Chodzi o mięso skażone substancjami niedozwolonymi w Europie. Co szczególnie niepokojące, wołowina miała pojawić się na rynku UE już jesienią 2025 roku, ale informacje o sprawie ujawniono dopiero kilka miesięcy później.
Dla przeciwników Mercosur to kolejny dowód na to, że europejskie standardy produkcji żywności są znacznie bardziej rygorystyczne niż te obowiązujące w Ameryce Południowej.
Ardanowski mówi o tym bardzo ostro.
– „To są produkty, których nigdy pod żadnym pozorem nie powinniśmy wpuścić do Europy” – ocenił.
„Każdą umowę można renegocjować”
Pytany o możliwe rozwiązania, Ardanowski przekonywał, że Unia Europejska ma narzędzia pozwalające renegocjować lub nawet zawiesić umowę handlową.
– „Każdą umowę można wypowiedzieć, każdą można wstrzymać” – zaznaczył.
Jego zdaniem obecne mechanizmy ochronne są jednak niewystarczające, ponieważ reagują dopiero wtedy, gdy szkody dla europejskich producentów już się pojawią.
– „To bardziej mydlenie oczu niż realna ochrona” – ocenił.
Siła gigantów
Były minister uważa, że jeśli kolejne badania będą potwierdzały obecność niedozwolonych substancji w importowanej żywności, politycy europejscy będą musieli podjąć zdecydowane działania.
– „Jeżeli mamy potwierdzenie, że do Europy trafia żywność niespełniająca norm bezpieczeństwa, to obowiązkiem polityków jest renegocjowanie tej umowy albo wręcz blokowanie toksycznej żywności” – podkreślił.
„Siła koncernów była większa niż interes polskiego rolnictwa”
Ardanowski przypomniał również, że dyskusja o ograniczeniu importu soi GMO trwa w Polsce od blisko dwóch dekad.
– „Przez 20 lat wszystkie kolejne rządy ulegały presji importerów i wielkich koncernów” – powiedział.
Wśród największych beneficjentów obecnego systemu wymienił m.in. Cargill.
Jak podkreślił, sam próbował rozwijać w Polsce program produkcji krajowych roślin wysokobiałkowych, które mogłyby zastąpić część importowanej soi.
– „Byłem najbliżej wprowadzenia skutecznego ograniczenia importu soi GMO i rozwoju programu białkowego w Polsce. Ale również mnie się to nie udało. Siła wpływu międzynarodowych koncernów była większa niż logika, zdrowie konsumentów i interes polskiego rolnictwa” – podsumował w rozmowie z Newsmax Polska.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.
Komentarze (0)