Koniec programu NaszEauto. Kilka tysięcy Polaków może obejść się smakiem

Polacy zgłosili się po rządowe, a de facto unijne dotacje do blisko 42,2 tys. samochodów elektrycznych, głównie osobowych. Nie wszyscy jednak dostaną upragnione dofinansowanie, bo budżet programu obcięto o 100 mln euro. Do tego urzędnicy nieśpiesznie rozpatrują wnioski o dofinansowanie.

03.05.2026. 07:43

Koniec programu NaszEauto. Kilka tysięcy Polaków może obejść się smakiem

Terminy w Krajowym Planie Odbudowy, z którego finansowany jest program NaszEauto, są sztywne. Na lodzie może zostać kilka tysięcy osób.

Rozliczenie programu do końca sierpnia

Ostatniego dnia kwietnia, o północy zakończył się priorytetowy rządowy program NaszEauto, w którym można było uzyskać atrakcyjne dotacje do zeroemisyjnych samochodów z pełnym napędem elektrycznym.

Do aut osobowych wynosiło ono do 40 tys. złotych, lekkich pojazdów dostawczych – do 70 tys. złotych, do minibusów nawet 600 tysięcy złotych. Aby się o nie ubiegać trzeba było najpierw nabyć i ubezpieczyć taki samochód.

Pomysłodawcą dotacyjnego programu było ministerstwo klimatu i środowiska. Dzięki NaszEauto miało się bowiem obniżyć zużycie paliw emisyjnych w transporcie w Polsce, tym samym zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza. Operatorem przyjmującym i weryfikującym wnioski był podległy mu Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wypłat dokonuje Polski Fundusz Rozwoju. Jak widać sporo ojców będzie miał ten sukces. O ile tak się skończy.

NaszEauto, które wystartował 3 lutego 2025 roku, miał być większy, i lepszy niż jego poprzednik Mój elektryk, wprowadzony za czasów rządów PiS.

Budżet określono na 1,6 miliarda złotych. Dzięki niemu na polskie drogi, jak szacowało ministerstwo klimatu i środowiska, miało wyjechać co najmniej 40 tys. bezemisyjnych elektryków.

Pieniądze rozdawano tak hojnie, bo program był finansowany z unijnego programu NextGenerationEU, który miał wzmocnić kraje członkowskie UE po pandemii Covid-19. To osławiony Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności, w ramach którego Polsce przyznano 60 mld euro (ok. 255,8 mld złotych), w tym 25,27 mld euro (107,99 mld zł) w postaci dotacji i 34,54 mld euro (147,81 mld zł) w formie preferencyjnych pożyczek.

Program NaszEauto był finansowany z części dotacyjnej, którą trzeba rozliczyć do końca sierpnia 2026 roku.

Budżet programu znacznie okrojono

Początkowy entuzjazm urzędników szybko przygasł, gdyż Polacy wcale nie rzucili się od razu do salonów dealerskich, aby kupować samochody z napędem elektrycznym (dofinansowanie można było dostać także do leasingu i wynajmu długoterminowego).

W lutym 2025 roku do NFOŚiGW wpłynęły bowiem tylko 973 wnioski o dotacje, w marcu 1205 sztuk. A można było ubiegać się o dofinansowanie nawet do elektryków nabytych (i zarejestrowanych) przed oficjalnym startem programu, bo od 1 lipca 2024 roku.

Pojawiła się obawa, że pieniądze (z KPO) nie zostaną wykorzystane, i przepadną. Urzędnicy z ministerstwa klimatu i środowiska wraz ministerstwem funduszy i rozwoju regionalnego (obu kierowanych przez polityków Polski 2050, Pauliny Hennig-Kloski i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, teraz zwalczających się na śmierć i życie) uradzili więc zgodnie, że zmniejszą budżet programu o 100 mln euro, które przeznaczą na dotacje do termomodernizacji placówek oświatowych.

Co postanowili, to zrobili, uzyskując na to zgodę Komisji Europejskiej, choć zajęło to co najmniej pół roku. Po zmianie regulaminu, wprowadzonej od 20 października 2025 roku budżet programu NaszEauto skurczył się z 1,6 mld zł do 1,18 mld zł. Dofinansowaniem objęto także lekkie pojazdy dostawcze i busy. Powiększono grupę beneficjentów m.in. o parki narodowe, organizacje pozarządowe, placówki edukacyjne, medyczne i opiekuńcze prowadzone przez państwo i samorządy.

Nagła lawina nowych wniosków

W czasie gdy urzędnicy pracowali nad zmianą regulaminu, aby „zwiększyć atrakcyjność programu dla przyszłych beneficjentów”, niezależnie systematycznie z miesiąca na miesiąc rosła liczba wniosków, które wpływały elektronicznie do NFOŚiGW. W październiku złożyło je 4050 osób. A więc ponad czterokrotnie więcej niż w lutym. Jakby na przekór urzędnikom.

W rekordowym grudniu po refundację zgłosiło się 8 836 osób. W efekcie 27 styczniu 2026 roku wartość wniosków (dotacji, o które się ubiegano) przekroczyła okrojony do 1,18 mld zł budżet programu. Jego operator, czyli NFOŚiGW nadal jednak przyjmował wnioski o dofinansowanie. Zgodnie z regulaminem, także tym poprawionym można było je składać do 30 kwietnia, albo wyczerpania budżetu.

Ale NFOŚiGW nie wie, kiedy środki zostaną wykorzystane, bo 30 kwietnia oceniano wnioski złożone 6 listopada, a więc blisko pół roku temu (orientacyjny numer to NE/020683). Mimo, że zastrzegł iż po 27 stycznia nie daje gwarancji, że dotacja zostanie przyznana, Polacy dalej je składali.

W lutym było ich 1636, czyli o 68 proc. więcej niż rok wcześniej, po uruchomieniu programu. W sumie po 27 stycznia złożono ich jeszcze około 3000. Te osoby muszą liczyć z tym, że nie dostaną dotacji.

Wnioski wciąż rozpatrywane, tylko co z tego?

Zmiana regulaminu, i poszerzenie grona beneficjentów nie przyniosła zakładanych skutków, bo złożyli oni w sumie 11 wniosków, a więc 99,9 proc. pochodziło od osób fizycznych, w tym prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Do tego ci nowi, nie składali ich po 27 stycznia. „Poszkodowani” będą więc tylko zwykli Kowalscy.

A może być ich jeszcze więcej, przez napięte terminy. Dotacyjny program NaszEauto jest finansowany ze środków z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, więc 90 proc. przewidzianej alokacji musi być wypłacone do 31 sierpnia a pozostała część końca 2026 roku.

Do rozpatrzenia pozostało jeszcze około 20 tys. wniosków, na co zostały cztery miesiące, co daje średnio 5 tys. decyzji na miesiąc, a wydawanych jest ich znacznie mniej. Zagrożenie jest więc realne, tym bardziej, że od oceny, do podpisania umowy, i wypłaty dotacji droga jest daleka.

Pobierz aplikację Newsmax Polska:

Komentarze (0)