Władimir Putin dzięki reformie konstytucyjnej z 2020 roku stworzył sobie możliwość pozostawania u władzy aż do 2036 roku. Jednak za bramami Kremla pojawia się coraz więcej sygnałów wskazujących na to, że koniec jego rządów może nastąpić wcześniej.
Według informacji brytyjskiego dziennika "The Times", opartych na analizach europejskich służb wywiadowczych, w Moskwie rosną obawy przed zamachem stanu przeciwko prezydentowi. Z tego powodu Putin ma coraz częściej przebywać w silnie strzeżonych rezydencjach i bunkrach. Zaostrzone zasady bezpieczeństwa objęły również jego najbliższe otoczenie. Urzędnikom zabroniono podobno korzystania z urządzeń z dostępem do internetu, aby ograniczyć ryzyko inwigilacji.
Nie istnieją żadne konkretne decyzje ani oficjalne plany sukcesji. Mimo to w analizach politycznych regularnie pojawiają się nazwiska potencjalnych kandydatów. Do najczęściej wymienianych postaci należy - według brytyjskiej gazety - Aleksiej Diumin, były szef ochrony Putina, który obecnie działa w strukturach związanych z bezpieczeństwem państwa. Uważany jest za lojalnego i silnie powiązanego z wewnętrznym kręgiem władzy.
Wśród możliwych następców regularnie wymienia się także mera Moskwy Siergieja Sobianina oraz wicepremiera Dmitrija Patruszewa, syna byłego szefa FSB Nikołaja Patruszewa, uznawanego za przedstawiciela tzw. siłowików.
Mimo tych spekulacji analitycy podkreślają, że Rosja nie posiada formalnie uregulowanego modelu sukcesji władzy. Zmiany przywództwa w systemach autorytarnych zazwyczaj nie przebiegają instytucjonalnie, lecz są wynikiem ucierania się interesów aparatu bezpieczeństwa, rządu i otoczenia władcy.
Zdaniem ekspertów rządy Putina zakończą się albo z przyczyn naturalnych, albo w wyniku przełomu politycznego czy walki o władzę. Uporządkowana sukcesja wydaje się mało prawdopodobne.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.