40 lat temu wybuchł reaktor w Czarnobylu. Radioaktywna chmura zawisła nad Polską

26 kwietnia 1986 r. doszło do wybuchu reaktora w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Skażona została ziemia w promieniu wielu kilometrów, a radioaktywna chmura omiotła całą Ziemię. W Polsce 18,5 mln ludzi przyjęło płyn Lugola, w tym 95 proc. dzieci i młodzieży.

26.04.2026. 06:43

40 lat temu wybuchł reaktor w Czarnobylu. Radioaktywna chmura zawisła nad Polską

28 kwietnia o godzinie 7 w Mikołajkach zarejestrowano aktywność promieniotwórczą w powietrzu ponad pół miliona razy większą niż normalnie.

Wielka akcja z płynem Lugola

W ciągu następnych godzin wpłynęło wiele raportów, które wskazywały, że chmura radioaktywna przesuwa się nad Polską od wschodu i pokrywa jej północno-wschodni obszar.

29 kwietnia komisja rządowa podjęła decyzję o podaniu płynu Lugola dzieciom i młodzieży w jedenastu województwach północno-wschodnich, nad którymi przeszła radioaktywna chmura.

Akcja rozpoczęła się tego samego dnia wieczorem. 29 kwietnia rozszerzono ją na cały kraj. W wyniku akcji jodowej 18,5 mln ludzi przyjęło płyn Lugola, w tym ponad 95 proc. dzieci i młodzieży.

Ewenementem było też opublikowanie przez gazety komunikatu komisji rządowej wraz z tabelą skażeń. Z czasem badania skażenia napotykały trudności, a z końcem maja Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej otrzymało nakaz zakończenia monitorowania ilości jodu 131 w tarczycy u dzieci.

Droga do katastrofy

Zbudowana na przełomie lat 70. i 80. elektrownia w Czarnobylu (około 110 km na północ od Kijowa, blisko przy granicy z Białorusią) w myśl planów miała być największym takim obiektem na świecie. Dysponowała czterema reaktorami, każdy w oddzielnym bloku. Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w najnowszym z nich (czwartym), który do eksploatacji oddano zaledwie dwa i pół roku wcześniej – 21 grudnia 1983 r.

Wiosną 1986 r. w tym właśnie bloku zaplanowano remont. Przy okazji zamierzano przeprowadzić test - próbę zasilania elektrowni prądem wytworzonym przez wirnik turbogeneratora, który przed wyhamowaniem obraca się z powodu inercji.

Test miał na celu sprawdzenie pomysłu, który mógł zapewnić ciągłość funkcjonowania systemu kontrolnego i chłodzenia reaktora w sytuacji awaryjnej. Takie sytuacje to np. konieczność awaryjnego wyłączenia reaktora lub spowodowana jakąś usterką przerwa w zasilaniu pomp cyrkulacyjnych, zapewniających dopływ wody chłodzącej rdzeń.

Foto: AP/Efrem LukatskyRosyjski strażnik przed elektrownią w Czarnobylu

Normalnie w takiej sytuacji korzysta się z zewnętrznego zasilania, np. z prądu wytwarzanego przez inny blok energetyczny lub inną elektrownię. Nie zawsze jest to możliwe, wobec tego każda elektrownia jądrowa jest wyposażona w silniki spalinowe, które w razie takiej awarii mogą posłużyć do napędzania pomp cyrkulacyjnych.

Test zakładał stopniowe obniżenie mocy reaktora o około dwie trzecie, w stosunku do mocy, z którą normalnie pracował. Następnie miał zostać odcięty dopływ wody do turbin. Wtedy operatorzy bloku mieli obserwować, czy energia generowana przez obracające się siłą rozpędu turbiny wystarczy, aby podtrzymać zasilanie pomp do czasu, aż rozpędzą się silniki Diesla. Po niecałej minucie takiej pracy, reaktor miał zostać wyłączony.

25 kwietnia 1986 r. moc reaktora została w trakcie przygotowań do testów obniżona o połowę do około 1600 MW przez opuszczenie części prętów kontrolnych, wykonanych z pochłaniającego neutrony węgliku boru. Następna część testu odbyła się w nocy - operatorzy rozpoczęli dalsze obniżanie mocy reaktora, która miała w trakcie testu wynosić około 700-1000 MW.

Okazało się jednak, że moc spadła o wiele bardziej i wyniosła 30-40 MW. Ten efekt wywołało tzw. zatrucie ksenonowe. W reakcji jądrowej uran rozpada się w takich warunkach na lżejsze pierwiastki. One z kolei na jeszcze lżejsze itd.

W tym procesie pojawia się też izotop ksenonu 135, który pochłania neutrony. W takiej sytuacji opuszczenie prętów kontrolnych powoduje większy spadek mocy, niż gdyby reaktor pracował wcześniej stabilnie, bo wywołane prętami spowolnienie reakcji spowoduje redukcję emisji neutronów. Skutkiem tego jest spadek tempa "spalania" ksenonu i wzrost jego stężenia, czyli dalsze spowolnienie reakcji łańcuchowej.

Problem z utrzymaniem mocy

W tej sytuacji operatorzy zdecydowali się podnieść znaczną część prętów sterujących, aby z powrotem podwyższyć moc reaktora. Ten ruch był, zdaniem większości specjalistów, błędem i przyczynił się do katastrofy. Operatorzy wyjęli bowiem z rdzenia więcej prętów, niż zalecane to było w instrukcji obsługi. Obsługa reaktora miała trudności z utrzymaniem mocy na zaplanowanym poziomie. Podnoszono kolejne pręty sterujące.

Operatorzy mieli też kłopoty z monitorowaniem stanu reaktora, bo instrumenty pomiarowe nie były precyzyjne, a obsługa ich zajmowała mnóstwo czasu. O godz. 1.22 nastąpił kolejny gwałtowny spadek mocy reaktora. Zanotowały to przyrządy. Nie wiadomo jednak czy obsługa o tym wiedziała.

W każdym razie eksperyment rozpoczął się o godz. 1.23. Po odłączeniu dopływu pary do pomp moc reaktora zaczęła rosnąć. Procesu tego nie przerwało wykonane czterdzieści sekund później awaryjne opuszczenie prętów sterujących. Moc wzrosła bardzo gwałtownie. W ciągu następnych kilku sekund kilkadziesiąt razy przekroczyła pełną moc reaktora.

Wybuch rozsadził rdzeń reaktora

Błyskawicznie rosnące ciśnienie wrzącej w kanałach chłodzących wody spowodowało wybuch, którego skutkiem było rozerwanie grafitowych elementów rdzenia reaktora i uszkodzenie prętów paliwowych. Znajdujący się w prętach, osłaniający uran cyrkon, wszedł z wodą w reakcję, której jednym z produktów był wodór. Również sama woda pod wpływem bardzo wysokiej temperatury rozkładała się na wodór i tlen. Nastąpiła eksplozja wodoru.

Pracownicy elektrowni, wysłani do hali, w której znajdował się rdzeń reaktora, zobaczyli, że wybuch rozsadził rdzeń reaktora i zerwał przykrywającą go stalową płytę, ważącą 2 tys. ton. W rdzeniu, składającym się z grafitu, wybuchł pożar.

Doszło do potężnego wyrzutu pary, czego główne zawory bezpieczeństwa reaktora nie wytrzymały i uległy zniszczeniu. Ogromne ciśnienie zerwało też dolne wodne i górne parowe rurociągi. Reaktor i budynek bloku czwartego zostały wysadzone przez eksplozje mieszaniny piorunującej. Ogień z reaktora sięgał wysokości 170 metrów. Ze zniszczonego wybuchem budynku wystrzeliły w powietrze rozgrzane fragmenty rdzenia, zawierające paliwo jądrowe, wybuchły więc pożary, zagrażające sąsiednim budynkom.

Pierwsze ofiary

Z powodu odniesionych ran oraz w wyniku napromieniowania zginęło i zmarło w następnych dniach 31 osób. Byli to obecni na miejscu pracownicy elektrowni oraz strażacy, próbujący zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru. Około tysiąca osób, głównie ratowników i pracowników elektrowni otrzymało duże dawki promieniowania, co mogło przyczynić się do poważnych chorób.

Za ofiarę Czarnobyla część osób uważa też Walerija Legasowa, który był wiceprzewodniczącym rządowej komisji przysłanej z Moskwy do zbadania przyczyn katastrofy. Zapadł na chorobę popromienną. Znaleziono go w drugą rocznicę wybuchu – powieszonego we własnym mieszkaniu, ale niektórzy nie wierzą w jego samobójstwo, podejrzewając raczej zabójstwo. Legasow mógł bowiem dzięki swojej wiedzy obciążyć osoby odpowiedzialne za katastrofę.

600 tys. ludzi dotkniętych katastrofą

Według niektórych badań skutki katastrofy dotknęły na całym świecie około 600 tys. ludzi. Liczbę zgonów z powodu nowotworów, jakie rozwinęły się u osób silnie napromieniowanych, oszacowano zaś na około 4 tys.

Wybuch czwartego reaktora siłowni doprowadził do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch.

W latach 1991-2000 stopniowo wyłączono trzy pozostałe reaktory Czarnobyla.

Po katastrofie wysiedlono około 300 tys. osób, mieszkających w promieniu 100-120 km od elektrowni. W pierwszej kolejności, ale dopiero ponad dobę po katastrofie ewakuowane zostało położone cztery kilometry od Czarnobyla miasto Prypeć.

Reakcja władz ZSRR na katastrofę ujawniła bezwład decyzyjny, chaos i nieodpowiedzialność decydentów. Do akcji gaśniczej skierowano osoby pozbawione jakichkolwiek środków chroniących przed promieniowaniem. Miejscowy sekretarz KPZR zignorował prośbę dyrektora elektrowni o jak najszybsze rozpoczęcie ewakuacji ludności z okolicznych terenów.

Choć sam miał okazję zobaczyć, co się stało, mówił, że to tylko awaria. 1 maja w Kijowie odbył się tradycyjny pochód, a kilka dni później w tym mieście rozpoczął się kolarski Wyścig Pokoju.

Tymczasem w mieście normy promieniowania były przekroczone kilkukrotnie, do czego w końcu się przyznano, zalecając by dzieci i kobiety w ciąży nie przebywały na powietrzu. Już 27 kwietnia (zdaniem wielu osób o cały dzień za późno) ewakuowano jednak wszystkich mieszkańców Prypeci – kilkudziesięciotysięcznego miasta, w którym żyła większość pracowników elektrowni i ich rodziny.

Skazani za katastrofę

W 1987 r. za doprowadzenie do katastrofy skazano kilku dyrektorów i inżynierów elektrowni, wśród nich Anatolija Diatłowa, który był kierownikiem feralnego doświadczenia. Dostał jeden z najwyższych wyroków – 10 lat więzienia w kolonii karnej, ale za sprawą różnych apeli (m.in. Andrieja Sacharowa – twórcy radzieckiej bomby wodorowej) zwolniono go w 1990 r. Zmarł pięć lat później z powodu choroby popromiennej. Do końca życia utrzymywał, że jedyną bezpośrednią przyczyną katastrofy był błąd w konstrukcji prętów sterowniczych.

Tymczasem raport sporządzony przez państwową (radziecką) komisję całą winę przypisywał personelowi elektrowni.

W ciągu kilkunastu lat po katastrofie z pracy wyłączono kolejne bloki elektrowni. Ostatecznie przestała ona dostarczać energii w 2000 r. Zniszczony reaktor od 2019 r. przykryty jest gigantycznym „sarkofagiem” (zastąpił starszy).

Foto: AP/Evgeniy MaloletkaReaktor przykryty sarkofagiem

Ta największa ruchoma konstrukcja na świecie ma 257 metrów szerokości, 162 metry długości i 108 metrów wysokości, a waży 36 tys. ton. Jej budowa kosztowała 1,5 mld euro, prace zostały sfinansowane przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Czarnobyl dzisiaj

Wokół zakładu stworzono tzw. strefę wykluczenia, która zajmuje około 2577 kilometrów kwadratowych (pięć razy więcej od powierzchni Warszawy).

Obowiązuje tam wciąż zakaz osiedlania się ludzi, ale żyją tam „samosioły” - czyli osoby, które te przepisy zignorowały. Na pewien czas strefa stała się atrakcją turystyczną, ale sytuacja ponownie stała się dramatyczna po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Elektrownię zajęły wtedy na kilka tygodni wojska rosyjskie, a wycofując się zabrały część wyposażenia i dokumentacji. Do groźnych incydentów dochodziło również później – np. w sarkofag trafił rosyjski dron bojowy. Doszło do pożaru, który na szczęście szybko udało się ugasić.

Pobierz aplikację Newsmax Polska:

Komentarze (0)