Nowe ustalenia w sprawie ataku niedźwiedzia na Podkarpaciu. "Wiatr osłabił zmysły"

"W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka" – poinformował w komunikacie Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska (RDOŚ).

Źródło: RDOŚ, nowiny24

24.04.2026. 01:18

Nowe ustalenia w sprawie ataku niedźwiedzia na Podkarpaciu. "Wiatr osłabił zmysły"

W czwartek w okolicach wsi Płonna (pow. sanocki) na Podkarpaciu w wyniku ataku drapieżnika zginęła 58-letnia kobieta. Do tragedii doszło około 1,5 km w głąb lasu i blisko 2,5 km od najbliższych zabudowań.

"Wiatr stłumił zmysły niedźwiedzia"

Atak nastąpił na rzadko uczęszczanym, górzystym terenie, gdzie gęsty las przechodzi w młode nasadzenia, a obszar ten stanowi naturalną ostoję niedźwiedzi.

O ustaleniach z wizji lokalnej został poinformowany Główny Konserwator Przyrody oraz Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska podczas narady w Rzeszowie. W analizie tragicznego wypadku uczestniczyli także przedstawiciele resortu klimatu oraz eksperci od dużych drapieżników z parków narodowych: Tatrzańskiego i Magurskiego.

Oceniono, że porywisty wiatr stłumił zmysły niedźwiedzia, doprowadzając do tragicznego w skutkach spotkania z człowiekiem. Wcześniej rzecznik rzeszowskiej Dyrekcji Łukasz Lis powiedział, że bezpośrednie konfrontacje z ludźmi należą do rzadkości i zdarzają się średnio raz w roku. - Najczęściej takie spotkania kończą się ranami od ugryzień i siniakami. Niestety w tym przypadku doszło do tragedii – dodał rzecznik.

Z kolei RDOŚ przekazał również, że gmina Bukowsko nie występowała dotychczas o zezwolenie na płoszenie niedźwiedzi ani na ich odstrzał.

Atak w momencie rozmowy przez telefon

Jak napisał portal nowiny24 kobieta zbierała na zarobek grzyby, jagody i zrzuty jelenia. "Las znała jak własną kieszeń. Bywało, że w leśnych ostępach natykała się na niedźwiedzie, ale nigdy nie doszło do bezpośredniego zagrożenia" - czytamy.

Portal relacjonuje, że w czwartek rano pani Edyta poszła z synem Dawidem do lasu. W pewnym momencie rozdzielili się. W lesie kobieta natrafiła na niedźwiedzicę z trójką małych. Gdy doszło do ataku rozmawiała z synem przez telefon.

Wiadomo, że drapieżnik próbował zaciągnąć ofiarę do młodnika. Mimo podjętych przez służby prób ratunku, kobiety nie udało się uratować.

Czwartkowa tragedia na nowo otworzyła debatę o skali populacji niedźwiedzi na Podkarpaciu. Leśnicy szacują ją na około 300 osobników, ale naukowcy uparcie sugerują, że dane te mogą być zawyżone.

W marcu br. uruchomiono program ochrony niedźwiedzia brunatnego, na który przeznaczono ponad 16 mln zł.

Pobierz aplikację Newsmax Polska:

Komentarze (0)