„To moja wina, ale nikomu nie zrobiłem krzywdy” - influencer tłumaczy się z wjazdu do Morskiego Oka

Ukraiński influencer, który wjechał sportowym samochodem na drogę do Morskiego Oka, tłumaczy się ze swojego zachowania i krytykuje polskie służby za nałożenie na niego pięcioletniego zakazu wjazdu do Polski.

Źródło: TikTok

24.05.2026. 21:57

„To moja wina, ale nikomu nie zrobiłem krzywdy” - influencer tłumaczy się z wjazdu do Morskiego Oka

W zamieszczonym w mediach społecznościowych nagraniu podkreślił, że znalazł się w okolicach Morskiego Oka nieświadomie, bo po prostu jechał “według nawigacji”, która doprowadziła go pod samo schronisko.

„To moja wina, ale nikomu nie zrobiłem krzywdy”

W nagraniu Ukrainiec przyznał, że będąc już w Tatrach nie zauważył szlabanu, ale tylko dlatego, że ten był po prostu podniesiony. Nie widział też żadnych służb ani znaku zakazu ruchu, co – jak sam przyznał - jednak nie zwalnia go z odpowiedzialności. Podkreślił, że nie wyrządził szkód i nikogo nie naraził na niebezpieczeństwo, a jeśli kogoś uraził swoim zachowaniem – to przeprasza.

Kontrowersje wokół kary

Policja ukarała kierowcę mandatem w wysokości 100 zł, przyjmując jego wyjaśnienia, jednak po burzy jaką w sieci wywołała informacja o tak niskiej karze - sprawą zajęli się rządzący.

Najpierw premier Donald Tusk zapowiedział, że wobec influencera zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje, a zaraz po nim szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że Ukrainiec został objęty pięcioletnim zakazem wjazdu do Polski i strefy Schengen.

Influencer w opublikowanym nagraniu stwierdził, że taka kara jest bezpodstawna.

Pobierz aplikację Newsmax Polska:

Komentarze (0)