W zamieszczonym w mediach społecznościowych nagraniu podkreślił, że znalazł się w okolicach Morskiego Oka nieświadomie, bo po prostu jechał “według nawigacji”, która doprowadziła go pod samo schronisko.
„To moja wina, ale nikomu nie zrobiłem krzywdy”
W nagraniu Ukrainiec przyznał, że będąc już w Tatrach nie zauważył szlabanu, ale tylko dlatego, że ten był po prostu podniesiony. Nie widział też żadnych służb ani znaku zakazu ruchu, co – jak sam przyznał - jednak nie zwalnia go z odpowiedzialności. Podkreślił, że nie wyrządził szkód i nikogo nie naraził na niebezpieczeństwo, a jeśli kogoś uraził swoim zachowaniem – to przeprasza.
Kontrowersje wokół kary
Policja ukarała kierowcę mandatem w wysokości 100 zł, przyjmując jego wyjaśnienia, jednak po burzy jaką w sieci wywołała informacja o tak niskiej karze - sprawą zajęli się rządzący.
Najpierw premier Donald Tusk zapowiedział, że wobec influencera zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje, a zaraz po nim szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że Ukrainiec został objęty pięcioletnim zakazem wjazdu do Polski i strefy Schengen.
Influencer w opublikowanym nagraniu stwierdził, że taka kara jest bezpodstawna.
Pobierz aplikację Newsmax Polska:
Aplikację Newsmax Polska można pobrać z Google Play i App Store.
Komentarze (0)